Psychika kobiety
25 Grudzień 2010
Pijąc kompot z suszu słucham muzyki, siedzę nad książką i próbuję coś dokleić do mojej pracy semestralnej. Powody są zupełnie logiczne – moje morale mają miejsce gdzieś mniej więcej na wysokości podłogi i czuję się niesamowicie beznadziejnie. I zastanawiam się. Nad czym? Ciężko to określić konkretnie, o wielu rzeczach na raz. W tym samym momencie użalam się, że nie umiem nad sobą panować, że się nie potrafię otworzyć, wysłowić, że rozczarowuję ludzi, że jestem egoistką i robię, co chcę nawet nie oglądając się na nikogo, że mam w nosie święta, że są jakąś mistyfikacją (to ostatnio moje ulubione słowo), kłamstwem, są sztuczne i puste, a najgorsze jest to, że ja nie potrafię i nie zrobiłam nic, żeby były inne. Straszne jest to, że nie jest mi miły pobyt w domu, że już chcę wracać do Krakowa, bo tam nikt mi nie patrzy na ręce, że myślę, co by tu uczynić, żeby nie być zależnym od rodziców, żeby już nigdy mi nie mogli mi niczego zakazać.
Boli mnie głowa. Prochów nie biorę, bo wiem, że to siedzi we mnie.
Nie wiem, z której strony mam się ugryźć, nie wiem, jak rozwiązać to, co jest we mnie wadzące. Ehh, tak mi ze sobą ciężko. I ciężej coraz bardziej wraz z moją wzrastającą świadomością, jak paskudny charakter przyszło mi odziedziczyć od obojga rodziców. Jest to naprawdę wybuchowa mieszanka. Chociaż to sformułowanie nie jest do końca odpowiednie, bo taki wybuch jest silny, powoduje jakieś uszkodzenia, rani. Ja nawet tego nie jestem w stanie zrobić, wystawiam się tylko sama, pokazuję, jak beznadziejnie bezbronna jestem. Nie chcę tego, ostatnią rzeczą, którą bym chciała, to pokazywać, jak słaba jestem. To wynika chyba z mody mającej miejsce już od jakiegoś czasu, która przejawia się w tym, że kobiety kreuje się na silne, równe mężczyznom. Co za bzdura. Ostatnimi czasy uświadamiam sobie, jak faceci mogą być silni. To, że udajemy, że jesteśmy niemalże takie, jak oni, musi ich naprawdę bawić. No, ale cóż zrobić, skoro trend, głupi, bo głupi, to trend i pójdą za nim tłumy, im głupszy jest…
Dziwny stan. Nie chcę sobie robić prania mózgu, nie chcę też już płakać. Jest mi tylko wszystko jedno. I trochę mnie boli w klatce piersiowej… Ale przestanie. Zawsze przestaje.
Mogę być głupia, ale chcę się przełamać. Czas. Potrzeba mi czasu. Na pewno mi się uda. Chcę tego, jak niczego innego w swoim życiu.
16 Styczeń 2011 o 16:37
Przeczytałam wszystko. Nie wiedziałam o tym blogu, nic nie wspomniałaś, to Eve na fejsie go wyczaiła.
Przeczytałam i się wzruszyłam troszku, bo też tu jestem – szkoda tylko, że jedynie w notatkach sprzed roku. Powiesz mi co się stało tak właściwie, że mnie nie ma?
Powiem Ci, bardzo tak osobiście i szczerze, że przeczytałam te ostatnie notki i tak cichutko westchnęłam sobie, że “szkoda, że to nie o mnie, że nie martwi się naszymi dziwnie poplątanymi, choć tego nie chciałam!, relacjami”… Chciałabym, by jednak było inaczej, wiesz? Chciałabym byś wiedziała.